Bokser i pływaczka? Obrażają mnie tacy kandydaci do Parlamentu Europejskiego.

Unia Europejska jest dla mnie nieoczekiwaną w młodości i niewyobrażalną jeszcze ćwierć wieku temu szansą. I szczęściem, bo dobrze pamiętam, jak Europa wyglądała wcześniej (każdy wyjazd czy to do Kolonii, czy nawet do słowackiego Bardejowa, 12 km ode mnie)…

Trochę Unia zawiodła mnie w obliczu kryzysu ukraińskiego. Sam nie mam pojęcia, co należało zrobić, ale mam jakiś niedosyt. Lecz nie przesadzajmy, bo UE to (historycznie ujmując) młody eksperyment i nie wszystko musi się udawać.

Po co to wszystko piszę? Bo zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Dziwna ta kampania wyborcza – jakby bardziej wykorzystywana do tradycyjnej już walki, okładania się przede wszystkim przez przedstawicieli dwu decydujących partii.

Jednak mam kilka przemyśleń.

1. Frekwencja. Jak wykazują statystyki, do wyborów chodzi mało ludzi. To oczywiście wina przede wszystkim telewizji. To jest główny element propagandowy i edukacyjny, i widocznie w tej sprawie kiepsko działa. Jeżeli tylko mogę, to apeluję wśród znajomych i przyjaciół: niech idą na wybory i głosują! A Wy, moi czytelnicy?

2. „Wolne” wybory. Ta wolność jest niezwykle ograniczona. Kandydatów ustalają liderzy partii. I tylko z tych, przez nich zakwalifikowanych, mamy możliwość wybierać. A więc przed tą „wolnością” jest selekcja i tak naprawdę to decyduje Tusk i Kaczyński. Mój wpływ jest prawie żaden, bo poza kandydatami, których oni wskażą, mało kto się „przeciśnie”. Bo na to, żeby poważnie kandydować, trzeba milionów (gdyby decydowali nasi oligarchowie, pewnie byłoby jeszcze gorzej… brrr). Popatrzcie na dalsze miejsca na listach, bo tzw. „jedynki” to wybrańcy liderów i pewnie w większości politycy a nie mędrcy.

3. Fachowość kandydatów. Nie chcę losów budującej się Unii powierzać bokserowi czy pływaczce. Czuję się obrażony takimi kandydatami. Budzą mój sprzeciw. Myślę, że to naprawdę ważne, by tam trafili (nawet jeśli z namaszczenia liderów…) ludzie mądrzy: fachowcy albo z szerokimi horyzontami myślowymi. Tacy, którzy nie tylko nas nie skompromitują swym prymitywem (ten bokser na przykład…), ale którzy mają dużą kulturę osobistą.

4. Kultura dyskusji. Właściwie to pierwszy raz słyszałem dyskusję merytoryczną dotyczącą spraw UE dopiero w poniedziałek w programie Lisa. Znośne są dyskusje w Loży Prasowej. Wśród polityków, tych z telewizji, prawie nie ma ludzi, którzy zachowywaliby się przed ekranem „parlamentarnie”. To są ludzie, którzy nie umieją kulturalnie dyskutować! Są pyskówki – kiedy mówią naraz dwie czy cztery osoby i się przekrzykują (a ja nie wiem w ogóle, co oni mówią). Niektórzy to są po prostu prymitywne chamy. Oczywiście nie oglądam cały dzień i nie każdą stację. Ale przeważąją dyskusje strasznie niekulturalne. A to edukacja narodowa. Tak jak uczy telewizja, będą (pewnie już tak jest) dyskutować i w radzie gminnej, i w każdym gremium. Proponuję: wykreślajcie wszystkich tych, których znamy z pyskówek w telewizji! (Nie wiem, czy wielu zostanie na tych listach: jeśli są w telewizji, to rzadko, bo ich stamtąd nie kojarzę).

5. Znajomość języków. Czy kandydaci znają języki? Kiedyś jeden kandydat powiedział, że będzie uczył się angielskiego, jak go wybiorą. Jak jest okazja – pytajcie kandydatów o znajomość języków.

I ciekawostka. Do wyborów już niecałe dwa tygodnie, a ja nie dostałem jeszcze nawet informacji, kto (tu, w Beskidzie Niskim) będzie kandydował…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s