Rubinstein jak rabin

Robiąc porządki w zbiorze „winyli” (uzbierało mi się ich 650 sztuk – i co z nimi robić?) trafiłem na album Artura Rubinsteina. Mam nadzieję, że nazwisko to jest nadal znane. Był to jeden z największych wirtuozów fortepianu. Był Żydem-Polakiem pochodzącym z Łodzi. Jako młody chłopak wyjechał z Łodzi i był przez blisko stuletnie życie Obywatelem Świata. Byłem nawet kiedyś w latach 60-tych na jego koncercie w Filharmonii Narodowej. Robił wrażenie. Ale nie o tym chcę pisać.

Otóż Rubinstein był mędrcem – rzec by się chciało: jakby rabinem. Kiedyś słyszałem w niemieckiej telewizji wywiad z nim. Miał już prawie 100 lat i był niewidomy.

Dziennikarz pyta: – Mistrzu, kiedyś był Pan tak bardzo aktywny. Teraz niewiele co może Pan robić. Nie nudzi się Panu?

Rubinstein: – Nie, wie Pan, nigdy nie miałem czasu słuchać swoich nagrań. Teraz słucham całe dnie. I wie pan co? Tam trafiają się zupełnie dobre nagrania!

Dziennikarz pyta: – Chcę panu zadać bardzo osobiste pytanie. Nie ukrywał Pan nawet w swych pamiętnikach, że był Pan wielkim wielbicielem, amatorem kobiet. Musiało więc być w Pana życiu także wiele rozstań. A więc żalu, może złości – a może i nienawiści. Wiadomo jakie są rozstania…

Mistrz na to, oburzony: – Nigdy bym nie dopuścił do rozstania wrogiego! To, co w życiu najważniejsze, to WSPOMNIENIA! Jak można by niszczyć wrogością piękne wspomnienia? Nie, ja z każdą kobietą rozstawałem się w przyjaźni, tak by zachować piękno wspomnień!

I ostatnie zapamiętane przeze mnie pytanie: – Mistrzu, jest Pan bardzo starym. Oby jak najdłużej, ale przecież przyjdzie dzień odejścia. Czy wierzy Pan w Boga, w życie pozagrobowe?

Odpowiedź: – Niestety nie wierzę. No, zupełnie. Ale wie Pan co? Jak umrę i spotkam TAM tego wspaniałego dobrotliwego, może brodatego, STARCA, to wie Pan co? To będzie najpiękniejsza niespodzianka, jaka mogła by mi się trafić!

Podziwiałem mądrość, dystans. I wzruszyło mnie, bo kilka razy – ON, Obywatel Świata „zacukał” się i nie mogąc przypomnieć sobie niemieckiego słówka powiedział „no wie Pan – po polsku to jest tak i tak…”. A wyjechał z Polski jako dzieciak i żył całe długie życie na obczyźnie.

Wszystko to cytuję z pamięci, po dziesiątkach lat. Słowa mogły być (i na pewno były) inne. Taki był jednak sens (wiem, że są historycy, którzy oczekują wiernych cytatów; nie mam ich).

ów wywiad telewizyjny bardzo mi się podobał i często go przywoływałem. I ktoś przypomniał mi jeszcze jeden epizod z życia Rubinsteina. Gdy w 1945 r. w San Francisco odbywała się uroczysta sesja inauguracyjna ONZ, zaproszono go, by uświetnił swą grą zebranie. Wszedł do pełnej sali i rozejrzał się. Powiedział, że w gronie sztandarów wszystkich państw nie widzi polskiego (rzeczywiście – delegacji Polski nie zaproszono). Powiedział: „W tej Sali, w której zebrały się wielkie narody, aby uczynić ten świat lepszym, nie widzę flagi Polski, za którą toczono tę okrutną wojnę” i dodał: „A więc teraz zagram polski hymn narodowy” (cyt. za http://www.msz.gov.pl/pl/polityka_zagraniczna/organizacje_miedzynarodowe/organizacja_narodow_zjednoczonych/polska_w_onz/).

I odegrał, jako pierwszy utwór, Mazurek Dąbrowskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s