Czy epidemii dżumy zawdzięczamy UJ? Na 650-lecie życzmy Uniwersytetowi awansu i odwiedzajmy Collegium Maius!

Mamy piękny jubileusz: 650-lecie Uniwersytetu Jagellońskiego. Zdradzę: zawsze marzeniem moim było być profesorem akurat tej Uczelni! Nie to, by Uniwersytet Warszawski był marny. Ale Uniwersytet Jagielloński – to brzmi dumnie!

W Krakowie jest Collegium Maius – jak słyszałem najstarszy, nie zmieniony – także w zakresie wyposażenia – gmach uniwersytecki. Jest tam muzeum. Kiedyś przyjmowałem w Polsce grupę profesorów z Uniwersytetu w Kolonii. To ludzie w świecie bywali, obyci. Byli zachwyceni tym muzeum. Powiedzieli mi potem, że było to coś najwspanialszego, co widzieli w życiu! Jeden nawet powiedział (hmm, wyraził się zbyt szczerze?): „Andrzej! Nigdy nie myślałem, że wy macie tak stare i piękne tradycje akademickie!”. Potem się zreflektował i kilka razy tłumaczył, że się przejęzyczył, że nie chcial nas obrazić – no, ale powiedział!

Ja ten gmach cenię i na swój sposób (można tak powiedzieć?) kocham. Zwiedzając owo muzeum zapytałem przewodnika, dlaczego akurat wtedy, w ciągu kilku lat, powstało w Europie tyle uniwersytetów – do dziś znakomitych. Bo przeczytałem właśnie przypadkowo wykaz powstałych w tym samym czasie uniwersytetów (i wyjaśnienie, może hipotezę – ale przekonywującą). Oprowadzający nie wiedział. Powiedział tylko: „No wie Pan, musiały być jakieś powody. Moda?”. No to zreferowalem to, co wyczytałem w książce Barbary W. Tuchman („Odległe zwierciadło czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, Katowice 1993: Książnica).

Otóż w roku 1348 wybuchła w Europie najstraszniejsza w dziejach epidemia, „mór” – tym razem dżumy. Apokaliptyczna klęska szła z południa, znad Morza Śródziemnego stopniowo na północ. Wymiatała ludność z całych połaci ziem, całą ludność niektórych miast. Umieralność była tragiczna, o rozmiarach ani przedtem, ani nigdy potem nie spotykanych. Trwało to około dwu lat. W Europie środkowej i zachodniej nastąpiło praktycznie wyludnienie połaci ziemi. Polska była na wschodnim krańcu pochodu dżumy – dalszy wschód był (dlaczego?) oszczędzony.

Po tej straszliwej klęsce była kompletna dezorganizacja. Gwałtownie potrzeba było urzędników, fachowców, by doprowadzili do porządku nawiedzone klęską kraje. I dlatego właśnie wtedy powstawały „jak grzyby po deszczu” uniwersytety. I w tym nasz Jagielloński. Gdyby kogoś interesowały dalsze losy epidemii – to powracała co kilka lat, aż wymiotła wszystkich biologicznie wrażliwych – potem już nigdy nie była tak straszna. Ale tej epidemii Europa zawdzięcza rozwój uniwersytetów. A my – Uniwersytet Jagielloński.

Czy tak było? Nie wiem. Ale mnie to przekonuje. A swoją drogą: szkoda, że więcej historyków tak mało przywiązuje wagi do znaczenia epidemii chorób w kształtowaniu dziejów świata. Bo na przykład piszą, że Napoleona z Rosji nie wypędził ani Kutuzow ani mróz – a epidemia tyfusu… Że Rommla w Afryce pokonała malaria – bo Anglicy mieli już skuteczną atebrynę – a Niemcy nie. Historycy medycyny sygnalizują wiele takich zależności.

Jak by nie było – dumny jestem, że mamy Uniwersytet Jagielloński z Jego długą i burzliwą historią. I na Jego Dostojne Urodziny należy Mu życzyć, by awansował w ewaluacji światowych uczelni jak najszybciej – i jak najwyżej. A czytelników tego bloga, którzy kiedykolwiek znajdą się w Krakowie, zachęcam do zwiedzenia muzeum w Collegium Maius. Niezapomniane wrażenia – Warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s