Skuteczna terapia w latach 40. i w latach 90. Czyli o tym, jak wychowywać integracyjnie.

W roku szkolnym 1946-7 prowadziłem w ówczesnym Boernerowie (obecnie Bemowo) 92 Warszawską Drużynę Harcerzy. W początku roku 1947 zgłosiła się do mnie przedstawicielka Zakładu Niewidomych z Lasek proponując utworzenie drużyny (czy „plutonu”) chłopców niewidomych.

Grupa taka powstała i liczyła od dwunastu do piętnastu chłopców w wieku 12-14 lat. Poza p. Alicją Gościmską, która właściwie grupę prowadziła, działał jeszcze jeden instruktor. Miał około 22 lat, był w znacznym stopniu niedowidzący, może niewidomy (niestety nie pamiętam jego nazwiska). Z naszej strony opiekowali się grupą wszyscy ówcześni funkcyjni a także Andrzej Poczobutt-Odlanicki.

Harcerze z Lasek brali udział w dwóch obozach letnich: w 1947 roku w Kartuzach i w roku 1948 w Woszczelach koło Ełku. Mieszkali w namiotach, pełnili służbę w kuchni. Właściwie niewiele różnili się od reszty harcerzy. Stosunek harcerzy widzących do niewidomych był bardzo pozytywny.

W okresie, kiedy w harcerstwie zaczęły następować zmiany (początkowo dość powierzchowne, potem zasadnicze) grupa niewidomych zerwała z nami kontakty. Próby przekonywania, że zmiany idą w dobrym kierunku (początkowo wierzyliśmy w to…) nie dały rezultatu. I kontakty zostały przerwane. Czy grupa istniała nadal w Laskach (i w jakiej formie?). Tego nie wiem.

Ale ten dwuletni epizod z harcerzami niewidomymi był dla nas bardzo istotnym elementem wychowania integracyjnego. Z relacji jakie otrzymałem przypadkowo po kilkudziesięciu latach wiem, że chłopcy niewidomi wysoko sobie współpracę z nami cenili.

 

* * *

Po latach w szpitalu dziecięcym przy Niekłańskiej w Warszawie powstał oddział zajmujący się zaburzeniami psychosomatycznymi. Oddział ten organizował kolonie lecznicze w Zdyni. Pacjenci byli w wieku od 3 do 18 lat – zarówno chłopcy jak dziewczęta. Chłopcy starsi, od 11 lat, nastręczali personelowi sporo kłopotów. Trudno było organizować zajęcia tak, by były atrakcyjne zarówno dla małych dziewczynek – jak i chłopców zbliżających się do wieku dojrzewania.

Powstał projekt, by tych najstarszych wyłączyć i zorganizować dla nich osobno coś bardziej zbliżonego formą do obozu harcerskiego. Tak powstała grupa pacjentów, która stopniowo przekształciła się w drużynę harcerską – „Knieja”. Grupą tą zajmował się nasz trzyosobowy zespół (prof. Andrzej Jaczewski, wówczas już Harcmistrz PL i lekarz, oraz psychologowie: mgr Monika Werwicka, Harcmistrz, i Maria Sokołowska, Podharcmistrz). Okresowo z zespołem współpracowali pedagodzy, studenci pedagogiki, instruktorzy harcerscy.

Pacjentami i członkami drużyny byli w znacznej większości chłopcy z rozpoznaniem „moczenia mimowolnego w nocy”. Z czasem do grupy trafiali także chłopcy kierowani z poradni psychologicznej z różnymi problemami psychologicznymi, trudni uczniowie, chłopcy zaniedbani wychowawczo. W miarę upływu lat trafiali do nas także chłopcy z zupełnie dobrych środowisk rodzinnych, bez dolegliwości psychosomatycznych, najczęściej dzieci znajomych i przyjaciół kadry.

Pacjenci przez kolejne lata jeździli na obozy, a także kilka razy w roku na kilkudniowe pobyty („biwaki”) w chacie w Ropkach. Co niedziela, a potem w każdą sobotę, w Warszawie były organizowane zajęcia świetlicowe na wzór zbiórek harcerskich. Spotkania te odbywały się nad Wisłą, na przystani Harcerskiego Ośrodka Wodnego.

Grupa była niewielka, nie przekraczała dwudziestu uczestników. Kontakty między kadrą a uczestnikami były bardzo intensywne, ściśle współpracowano także z rodzicami chłopców (tymi, którzy wyrażali taką gotowość). Jednak znakomita większość chłopców miała złe warunki domowe. W większości przypadków ojcowie byli w ogóle nieobecni lub byli nałogowymi alkoholikami.

Chłopcy z moczeniem nocnym byli poddani szczegółowym badaniom lekarskim w szpitalu przy Niekłańskiej. Badania te odbyły się pod kierunkiem doktora med. Jerzego Oleszkiewicza. Początkowo niektórzy pacjenci poddani byli farmakoterapii, z czego w póżniejszym okresie zrezygnowano.

Praca z pacjentami wykazywała korzystne przemiany. W miarę wzrastania, w okresie dojrzewania chłopcy moczyli się coraz rzadziej. Wreszcie dolegliwość (z reguły u wszystkich naszych pacjentów) mijała zupełnie. W badaniach anamnestycznych uzyskano informację, że żaden z chłopców jako dorosły mężczyzna nie miał już kłopotów z moczeniem nocnym.

Wniosek jaki nam się nasunął: w znakomitej większości przypadków dolegliwość moczenia nocnego mija w okresie dojrzewania. W znakomitej większości ma charakter nerwicowy i kwalifikuje się do grupy zaburzeń psychosomatycznych. W znakomitej większości przyczyna tkwi w środowisku rodzinnym.

Działanie grupy terapeutycznej, najlepiej w formie drużyny harcerskiej, ułatwia przetrwanie tego trudnego dla chłopców okresu. Przynależność do grupy (w naszym przypadku nieco elitarnej) prowadzącej szeroką działalność może być źródłem dumy i kompensować poczucie mniejszej wartości wynikającej z zaburzeń. Zaburzenie ma charakter przejściowy (choć trwa latami). Terapia grupowa pozwala przetrwać ten okres bez głębszych konsekwencji psychologicznych.

Działalność grupy „Knieja” (385 WDH) została zaniechana wobec starzenia się kadry. Praca harcerska bezpośrednio z harcerzami to, niestety, nie zajęcie dla staruszków. Poszukiwanie następców, młodszej kadry, nie dało pozytywnych wyników.

Było to w latach 80. i 90. Działalność grupy trwała dwanaście lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s