Katecheza to lekcja ateizmu. A pamiętam czasy, kiedy katecheci nie dążyli do podporządkowania szkoły Kościołowi.

Chciałbym uniknąć roli i opinii działacza anty-kościelnego… Cóż ja mogę jednak na to zrobić, że Kościół katolicki w naszym kraju uzurpuje sobie szczególną (narzędną) rolę – stale prowokuje? Bardzo staram się o zachowanie obektywizmu, choć wiem, że zawsze będą tacy, którzy uznają moje wypowiedzi za niedopuszczalne, szkodliwe, bzdurne. No trudno.

Dziś w Internecie przeczytałem opinię p. Wandy Nowickiej – Wicemarszałkini Sejmu. Sejm mnie brzydzi: degeneracja tej instytucji jest tak drastyczna, że nie warto by się tym zajmować. Tylko że ja znam p. Wandę z zupełnie innej działalności. Byłem kiedyś działaczem wspaniałej i niezwykle zasłużonej organizacji – Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa (nazwę zmieniało wielokrotnie…), a Ona działała „na tej niwie”. No ale skoro w internecie trochę się zakotłowało – to i stąd moja reakcja (przy okazji serdeczności dla Pani Wandy!).

Usunąć religię ze szkół? W ogóle nie powinno jej tam być. Choć z czasu kiedy to ja byłem uczniem, mam dobre wspomnienia. Wszystkich katechetów pamiętam, nie było ani jednego głupka – lubiliśmy ich, a chyba oni nas. I ja nie żałuję: w naszej cywilizacji i kulturze bez znajomości Biblii, historii Kościoła itp. – trudno żyć. Ale katecheci nigdy wtedy nie byli agresywni – nie mieli jeszcze obsesji na temat seksu, nie dążyli do podporządkowania szkoły Kościołowi.

To wszystko przeszłość. Myślę, że Episkopat chyba zdaje sobie sprawę, że eksperyment z powrotem religii do szkół (i tam rola katechetów) poniósł klęskę. W punktach parafialnych była wspaniała atmosfera – chodziło tam dobrowolnie 80 proc. uczniów. No a teraz katecheza jest bardzo często szkołą ateizmu, ośmieszaniem Kościoła i jego nauki. Po co więc to utrzymywać – zwłaszcza że usytuowanie w szkole religii jest kuriozalne?

Dyrektor szkoły nie ma wpływu na zatrudnianie katechety, szkoła nie ma kontroli nawet nad programem. Władze oświaty nie zatwierdzają (nie znają?) programów. Organizacja rozkładu lekcji miała zapewniać wolność wyboru – lekcje miały być jako pierwsze lub ostatnie. Tak nigdzie nie jest. Wyboru etyki praktycznie też nie ma.

Mnie by się wydawało, że władze państwowe powinny usunąć katechezę (oszczędności!) albo – jeżeli już taka jest zależność Państwa od Kościoła (Watykanu – obcego państwa?), to przynajmniej usytuowanie przedmiotu powinno być analogiczne do innych przedmiotów: obowiązków i uprawnień dla katechetów powinno być tyle, ile dla wszystkich nauczycieli.

I gdyby nie było innych uwarunkowań i dążeń, a tylko nauka religii, to Episkopat powinien temu sprzyjać. Tylko czy tu nie ma „drugiego dna”?

Wpływ katechezy jest ogromny (choć nie taki jak powinien). Mam przykład z własnego doświadczenia: przed laty napisałem razem z prof. Izdebskim podręcznik dla gimnazjów do przedmiotu przygotowującego do życia rodzinnego. Podręcznik nigdy nie zaistniał w praktyce – miałem wiele sygnałów, że katecheci protestowali, urządzali awantury, żądali usunięcia podręcznika ze szkoły. I dyrekcje ulegały. Podręcznik, który (nie tylko przecież moim zdaniem) był dobry – poszedł na przemiał. Wiem, że to jest przykład wpływu katechetów grubo ponad ich kompetencję – ale i przykład uległości władz.

A tak poza tym – Pani Marszałkini! Jak się ma do Konstytucji istnienie sejmowego „zespołu do walki z ateizacją”? Czy mógłby powstać analogiczny „zespół do walki z Kościołem katolickim i wpływami obcego państwa – Watykanu”?

Wyszedł długi wpis. Może przy okazji opiszę jak katechezę wprowadzano do szkół (trochę o tym wiem).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s