Samobójstwa uczniów: władza zachowuje się jak w PRL. A winna szkoła, rodzina i agresja

Przeczytałem, że w ciągu roku ponad 300 uczniów popełnia samobójstwa – że jest to statystycznie około 1 na dzień… To smutne.

Przypomniało mi to, jak w latach 6o. miałem do czynienia z analogicznym problemem. 

Najpierw pojawiły się doniesienia, że na Zachodzie wielu młodych ludzi dokonuje zamachów samobójczych. I były takie komentarze: że u nas jest tak wspaniale, u nas się nie targają na swoje życie – bo ustrój (socjalizm itp.) chroni młodzież! 

Ale – tak jak było z wszystkimi klęskami, w kilka lat (obliczałem że około 6 lat) później zjawiska te, które bulwersowały Zachód – pojawiały się i u nas. To dawało nam szansę (niewykorzystywaną z powodu głupoty władzy), by się na przyjście „plagi” przygotować, skorzystać z doświadczeń Zachodu. (Ostatni raz miałem taką sytuację z epidemią AIDS – dokładnie właśnie taką…).

Kiedy jednak i do nas dotarła ta „epidemia samobójstw” – władza popadła w panikę. A jak samobójstwa trafiły się i w kręgu znajomych decydentów – postanowiono coś robić. Ministrem edukacji (chyba wtedy oświaty) był póżniejszy przewodniczący Rady Państwa – Jabłoński. Ja wtedy prowadziłem ową dość szczególną poradnię „na Nowogrodzkiej” – zostałem zaproszony do Ministerstwa i zaproponowano mi, by podjąć badania nad tym problemem. Zaoferowano pieniądze, pomoc wszelkich urzędow – i, co ważne, Milicji Obywatelskiej. 

Zadanie podjęliśmy: miały być dwa etapy – jeden bardziej statystyczny, a drugi bardziej kliniczny. Zaangażowałem do tego zadania socjologa – Marka Zuerna. Badania ruszyły, trwały parę miesięcy – przebiegały różnie, w zależności od zaangażowania osób realizujących program na określonym terenie. Pamiętam, że zaimponowała nam w Szczecinie psycholog p. Polender (imienia nie pamiętam…). Zebrała bardzo duży, wnikliwie opracowany materiał. 

Zespół opracował raport – i z tymże raportem udałem się do Ministerstwa. Tam, niestety, w międzyczasie zmienił się w znacznym stopniu zespół kierowniczy – i tak naprawdę nikt nie chciał ode mnie wziąć tego raportu. Po powierzchownym wglądzie ostrzeżono mnie tylko, byśmy nic z tego raportu nie publikowali… Oczywiście, nie było mowy już o drugim etapie badań, nikt nie był zainteresowany; i mowy nie było o finansowaniu. 

Tyle pamiętam. Raportu nie mam (poradnia się spaliła – chyba ku uciesze władz), ale może ma go p. Marek Zuern. Wiem, że wyemigrował do Szwecji – będę go szukał. 

Piszę o tym, bo coś jakby się historia powtarzała. Jak patrzę na tę „bidotkę” – panią minister – to niczego mądrego się nie spodziewam. A problem był – i jest. 

Z naszych badań odnosiliśmy wrażenie (miało by się to ewentualnie potwierdzić w ich drugim etapie), że głównym winowajcą jest przede wszystkim szkoła. Oczywiście – i rodzina. Bo jeżeli ucznia gnoiła szkoła, to mądrzy rodzice mogliby udzielić wsparcia i na przykład zmienić szkołę. Dopiero ów tandem – szkoła i dom rodzinny – decydował o depresji, beznadziei i chęci odejścia.

Pamiętam też, że wtedy wyróżnialiśmy demonstracyjne próby zamachu na życie – i autentyczną chęć odejścia. Te demonstracje były znacznie częstsze u dziewcząt, a w ogóle znacznie częstsze niż chęć odejścia

A jak jest teraz? Chyba doszedł jeszcze jeden czynnik – agresja. Agresja w stosunku do słabszych, biedniejszych (gorsze ciuchy i telefony) – i takich w ogóle uznanych za ofiary, często nie bardzo wiadomo dlaczego. 

Problem jest trudny do badania jeszcze z tego powodu, że wszyscy są zainteresowani, by przypadki ukrywać. Tak czyni i rodzina, i otoczenie, szkoła. Nie chcą przyznać się do winy – a przecież zawsze winny jest! 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s