Utwierdziłem się w przekonaniu: Petersburg to najpiękniejsze miasto w Europie. Zapomnijcie już o carach, niewoli, Leninie i masowych mordach. Poznacie ludzi z sercem na dłoni!

W nocy z niedzieli na poniedziałek wróciłem, po tygodniowym pobycie w Petersburgu. Odlot o 13 (naszego czasu), a w domu, w swoim łóżku o północy! Widziałem wiele lotnisk, dworców lotniczych. Okęcie jest wspaniałe, błyszczy czystością, budzi szacunek rozkładem i regulacją ruchu. Nie ma tłoku, jest pięknie i nowocześnie. Budzi dumę. Ponieważ wielu przyjaciół pyta mnie o Petersburg – lub będzie pytać jak tam było – postanowiłem napisać krótkie sprawozdanie (trochę z lenistwa). 

Pobyt był związany z konferencją międzynarodową mykologów, zorganizowaną dla uczczenia 150 rocznicy urodzin Artura Arturowicza Jaczewskiego, czyli mojego Dziadka. Krótkie wyjaśnienie: był On współtwórcą światowej mykologii (nauka o grzybach). I był twórcą tejże w Rosji: założycielem pierwszej rosyjskiej naukowej instytucji zajmującej się grzybami. Zakład, który stworzył, nosi obecnie Jego imię. I istnieje, rozwija się do dziś. 

Miałem trochę uczucie hochsztaplera, gdy mnie – jako wnuka – tam niezwykle gorąco podejmowano i czczono. Bo czy jest moją zasługą, że miałem takiego Dziadka? No, ale ja się nie pchałem. Nawet usiłowałem miarkować entuzjazm (np. w moim referacie), ale to niewiele pomogło.

Zjazd był wspaniale zorganizowany – pewnie efektywny naukowo (nie mnie to oceniać). Dla mnie bardzo miły. Chwilami żenujący, bo – wniosek pierwszy – Rosjanie potrafią i chcą szanować swoje korzenie. Potrafią uczcić poprzedników, nadawać ich imiona instytucjom. My ani nie chcemy, ani nie umiemy. Każdy nowy kierownik stara się zniszczyć dorobek poprzednika, by wyglądało tak, jakby od niego wszystko się zaczęło… Wspominali tam nie tylko mojego Dziadka, ale i Jego następców – pomordowanych bestialsko przez reżim, czego nie ukrywają. Portrety pomordowanych wiszą w jakby kapliczkach.

To nie było pierwsze spotkanie z Gospodarzami, na których zaproszenie i koszt tam gościłem. Już dwa razy bardzo serdecznie mnie tam przyjęto. Serdeczność i okazywany szacunek były wielkie, było bardzo miło. Dbali o nas, nasze wygody, samopoczucie. Bardzo zaprzyjaźniłem się z nimi i z radością dowiedziałem się, że za rok ich delegacja będzie w Krakowie na zjeździe naukowym. Przyjęli zaproszenie – co najmniej dwa dni spędzą w Wysowej i Ropkach! Prosili o przygotowanie nalewek, które znają – preferują wiśnie i gruszki.

Nie byłbym sobą, gdybym nie odwiedził Opery. Bilety strasznie drogie, ale byliśmy mimo to dwa razy. Jest nowy, bardzo nowoczesny teatr operowy – obok starego – i tam oglądaliśmy „Romeo i Juliję” Siergieja Prokofjewa. Wspaniałe. A w Teatrze Maryjskim w loży obok carskiej (!) byliśmy na „Bajce o carze Sałtanie” Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Ta – niesłusznie rzadko grana – bajka jest wspaniała: barwna, pogodna, pełna wspaniałych strojów i dekoracji, wystawiona w stylu klasycznym (szczęśliwie niespaskudzona przez „odnawiaczy”, twórców uniwersalnych dzieł w stylu idioty z Teatru Wielkiego w Warszawie). Takie przedstawienie odpowiada intencji twórcy (co „odnawiacze” lekceważą). Jest dokumentem epoki – i zachęca mniej wyrobionego widza do powrotu do opery. Było tam zresztą (mimo ceny) wiele dzieci. Chciałem kupić nagranie video, ale nie było. Kupiłem tylko płytę z dźwiękiem; dobre i to. 

Miasto – jak i poprzednio – zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. A trzeba Wam wiedzieć, że było to miasto przeklęte przez całe moje dzieciństwo, przez Moją Matkę. Daruję Jej pamięci tę wrogość. Była tam w więzieniu (jako 16-letnia skautka) i potem w czasie wojny i rewolucji. Znienawidziła Petersburg.

Za każdym pobytem zastanawia mnie sekret piękna Petersburga. To na dłuższą rozprawę, może fachowca. A tak skrótowo: przestrzeń to ulice szerokie, place wielkie; kanały, rzeki, zatoki i Bóg wie co – pełno wody. Wszystko uregulowane, nabrzeża granitowe lub marmurowe, kute poręcze i balustrady. Pałace ogromne, bizantyjsko bogato zdobione. I kamienice: wszystkie jednej wysokości (regulowane prawnie), każda z innym frontonem, kształtem okien, dekoracjami, balkonami, wykuszami… I żadnych reklam, afiszy, bilbordów! Teraz wszystko odnowione, czyste – pewnie nie zawsze tak było. Nowoczesność jak u nas. Pełno sklepów pełnych towaru. Kupiłem kawior (umiarkowanie mi smakuje); przeróżne restauracje – jedliśmy nawet w japońskiej (drogo i dziwacznie, mnie nie smakowało). 

Na szczęście nie wszystkie cerkwie wysadzili w powietrze. Niektóre remontują. Niestety, nie udało mi się trafić na cerkiewne śpiewy – ale kupiłem płyty. Dymitr Bortniański (ten nasz ziomek) powszechnie znany i ceniony! 

Utwierdziłem się w przekonaniu: Petersburg to najpiękniejsze miasto w Europie pośród tych wielu, które widziałem. Zachęcam – odwiedzajcie to Miasto nad Newą. Zapomnijcie już o carach, niewoli, Leninie i masowych mordach (nie tylko przecież Polaków). Poznacie ludzi z sercem na dłoni! Nie wiem – jestem starcem – czy zdołam tam wrócić. A chciałbym. Może to kwestia pogody, pory roku. Ale mnie to miasto urzekło. 

A na zdjęciach: medal i pocztówka pamiątkowa ku czci mojego Dziadka. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s