Czy była możliwa współpraca Polski z hitlerowskimi Niemcami? Gdyby tylko Niemcy chcieli, to pseudo-rząd kolaborancki sformowaliby bez trudu. Ale ten spotkałby się ze społecznym potępieniem.

Od pewnego czasu pojawiają się w literaturze spekulacje: czy była możliwa współpraca Polski z Niemcami hitlerowskimi – czy to w czasie poprzedzającym wojnę, czy już po pokonaniu polskiej armii, w czasie okupacji? Pierwsze takie spekulacje (które mnie zresztą zaszokowały) parę lat temu opublikował ś.p. prof. Paweł Wieczorkiewicz. Ale takie głosy ostatnio pojawiają się w publicystyce (np. w ostatnim „Przeglądzie”). 

Przypomniała mi się – sądzę, że bardzo ważna – rozmowa moja sprzed lat. Otóż w prywatnych kontaktach stykałem się (towarzysko) z jednym, starszym już wiekiem arystokratą. Nie ujawnię dziś jego nazwiska – od dawna nie żyje, nie wiem czy życzyłby sobie ujawnienia tej relacji. Mam zresztą przesłanki, by sądzić, że szczerość naszej rozmowy była dość wyjątkowa. Opieram taki pogląd na podstawie znajomości tego, co pisał i publikował. 

Owóż pan ten kiedyś powiedział do mnie mniej więcej tak: 

„Panie Andrzeju! My, Polacy, szczycimy się faktem, że byliśmy  j e d y n y m  krajem okupowanym, który nie wydał rządu typu Quslinga [dla młodszych i niezorientowanych – Quisling to norweski kolaborant Hitlera, w pewnym sensie symbol]. Owóż, my rzeczywiście współpracy z hitlerowcami nie podjęliśmy – ale przyczyna była prozaiczna! Niemcy nie przewidywali i nie chcieli żadnej współpracy, żadnego rządu kolaborantów. Otóż ja [powiada] współpracowałem z Radą Regencyjną w 1918 roku. Po klęsce wrześniowej wydawało mi się, że na wzór 1918 roku dojdzie do jakiejś formy współpracy. Wydawało mi się, że dla naszego narodu w tej sytuacji jakaś współpraca jest konieczna i potrzebna. I ja [był znanym germanofilem] zgłosiłem się do władz okupacyjnych z propozycją współpracy. Niemcy mojej oferty nie przyjęli i mnie aresztowali – i całą wojnę przeżyłem w obozach koncentracyjnych. I tak – nie mieliśmy rządu kolaborantów, bo Niemcy nie chcieli, nie przewidywali żadnej formy istnienia nawet fikcyjnego rządu. A ja – proszę pana – zamiast zawisnąć po wojnie na szubienicy, wyszedłem jako bohater, były więzień.” 

Tak mnie więcej brzmiała opowieść owego starszego pana – arystokraty, osoby znanej przed wojną, z autorytetem, z nazwiskiem, który gdyby Niemcy mieli takie zamiary, idealnie nadawałby się na kolaboranta

Nie wiem, czy mówił podobnie do innych osób. Nie zastrzegał mi dyskrecji, nie była to jakaś szczególnie poufna rozmowa. 

To wydarzenie utwierdziło mnie w poglądzie, że gdyby tylko Niemcy chcieli, to pseudo-rząd kolaborancki sformowaliby bez trudu. Na pewno nie jedynie mój rozmówca miał takie poglądy (wtedy – w pierwszych miesiącach wojny – kiedy Niemcy zachowywali się, z wyjątkami, dość poprawnie). 

Jest jeszcze inny problem. Ja akurat dobrze pamiętam ostatnie lata przed wybuchem wojny. Zwłaszcza ostatni rok – pełen burzliwych wydarzeń. Pamiętam atmosferę wielkiego patriotyzmu, jedności narodu, kultu armii, a nawet pewnej akceptacji władz ze strony opozycji. Pamiętam klęskę wrześniową i ten straszliwy szok: przecież wierzyliśmy święcie w powodzenie naszych działań! I wyobrażam sobie, że jednak chyba podejmowanie jakiejkolwiek formy współpracy z okupantem spotkałoby się ze społecznym potępieniem. Jaką szansę mieliby ewentualni kolaboranci? Poparcia społecznego z pewnością by nie mieli. Tak sądzę. 

Czy wywody moje jako poglądy jednostkowe, osoby spoza kręgu historyków, mają jakąś wartość? Pewnie taką, jak wszelkie relacje, pamiętniki, wspomnienia – które nie są dowodem historycznym, ale jakimś przyczynkiem do tworzenia historii. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s