Nieobowiązkowe gimnazjum, co 6 tygodni ferie i mundurki szkolne: propozycje do dyskusji na nowy rok szkolny.

Za parę dni ruszą szkoły. Jak zawsze, przy tej okazji budzi się sporo refleksji. Tylko… z tych refleksji nic nie wynika. A szkoda.

W NRD – na pewno nie raju na świecie – była jedna znana mi pożyteczna instytucja. Był to berliński Instytut Higieny Dzieci i Młodzieży. Szefem była niezwykle energiczna, rządząca jak dyktator prof. Schmidt-Kolmer. Instytut ten, w krajach tzw. demokracji ludowych był przodującą instytucją naukowo-badawczą i obok pomysłów raczej poronionych – wykonywał jednak wiele rzetelnych badań naukowych. Pamiętam, że my wszyscy, zajmujący się problematyką higieny szkolnej, z zaciekawieniem śledziliśmy ich dorobek. Pewne ich badania pamiętam do dziś.

I tak: stwierdzili, że po sześciu tygodniach nauki dość gwałtownie spada efektywność pracy uczniów (…tych co chcą się uczyć) w przyswajaniu sobie materiału. Postulowali więc, że co sześć tygodni powinna być przynajmniej tygodniowa przerwa w nauce. No i w NRD tak było – w połowie października były „Kartofelnferie”. Tam było jeszcze stwierdzane, że po czwartku w tygodniu także spada efektywność pracy, ale teraz – kiedy jest wolna sobota – ta sprawa jest nieaktualna.

Badania naszego klimatu wskazują, że wakacje letnie powinny zaczynać się w połowie czerwca, a nauka mogłaby zaczynać się ponownie w początku sierpnia. Wakacje letnie nie powinny trwać tak długo – praktycznie prawie dwa i pół miesiąca. Wystarczyłoby sześć tygodni. Pamiętam, że grono polskich higienistów szkolnych, których liderem był niezapomniany prof. Leszek Zdunkiewicz z PZH, złożyło oparty na tych przesłankach wniosek do ówczesnego MEN. Jak zwykle zresztą, bez efektu. Ktoś z krytyków w rozmowie ze mną podniósł sprawę opieki nad dzieckiem w czasie, kiedy szkoła jest nieczynna. No, i tak są okresy, kiedy to rodzice mają z tym kłopoty. Zresztą szkoła nie musi być nieczynna: przerwa miałaby być tylko w nauce a pozostawała by jej funkcja opiekuńcza.

Owi niemieccy higieniści zgłaszali sporo różnych propozycji. W NRD, gdzie ministrem była żona Honeckera, wiele z nich doczekało się realizacji. Owa szefowa była agresywnym satrapą i jak coś uznała za słuszne, to wdrażała. By uprzedzić krytykę – tak na ogół, poza higieną szkolną (bo tym się akurat zajmowałem), to jej rządy były dość paskudne.

Nowy rok szkolny skłania do przypomnienia pewnych postulatów – już nie niemieckich, ale chyba, jak mi się wydaje, oczywistych.

1. Uczniowie – ci, którzy poważnie traktują obowiązki szkolne – podlegają przeciążeniu pracą ponad dopuszczalną normę dla dorosłych: 8 godzin dziennie. Jakoś rzecznik praw dziecka się tym nie zajął. Oczywiście ci uczniowie, którzy (głównie chyba z gimnazjów) lekcji żadnych w ogóle w domu nie odrabiają – wielkiemu przeciążeniu nie podlegają. Ale warto by się było zatroszczyć o tych dobrych uczniów, którzy już od starszych klas szkoły podstawowej podlegają przeciążeniu.

2. Kiedyś jeden higienista zważył uczniowski plecak – też jest znacznie cięższy niż dopuszczają normy (są takie). Dobrze chociaż, że obecnie jest moda na plecaki; z punktu widzenia rozwoju postawy ciała jest to korzystne. 

Mnie się nasuwają jeszcze dwa problemy.

3. Mundurki szkolne! Jak Giertych, będąc bardzo niechcianym ministrem w MEN, je proponował, oburzaliśmy się. Ja też. Ale chyba w miarę zwiększania się skali ubóstwa zwiększa się ilość uczniów, którzy już na etapie szkoły podstawowej w powszechnej pogoni snobizmów (markowe ubrania, istny konkurs bogactwa i mody) podlegają upokorzeniu. Może mundurki dokonałyby zrównania szans? 

4. No i gimnazja! Coraz częściej słychać postulaty, by je zlikwidować. Bronię ich od lat – tylko nie takich, jak na ogół są. Nawet postuluję, jakie według mnie być powinny. Pisałem o tym wielokrotnie, także na blogu. I z tym wiąże się kardynalna sprawa: już od gimnazjum nauka powinna być dobrowolna – zniósłbym obowiązek szkolny. To znacznie poprawiłoby dyscyplinę szkolną. Ale sprawa gimnazjów domaga się rzetelnej dyskusji – wielostronnej. Jak patrzę na obecną minister, tracę nadzieję na taką dyskusję… Co zrobić? W naszej III Rzeczypospolitej edukacja i wychowanie nie może doczekać się poważnego traktowania. Odnoszę wrażenie, że Premier i w ogóle władza kompletnie się tą sferą nie interesują. A szkoda. Kiedyś społeczeństwo za to zapłaci! Oby cena nie była zbyt wielka.

Ktoś po lekturze powie: ten starzec znów ględzi o wszystkim (i o niczym) bez sensu. Przypominam: blog nazywa się – tłumacząc na polski – „groch z kapustą”. To mnie upoważnia do takiego ujmowania tematów i treści!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s