Jestem euroentuzjastą. Dzięki emigrantom zarobkowym nie ma w Polsce nędzy: Polacy powinni czuć się przekupionymi przez Europę do integracji.

W „Dużym Formacie” pojawiają się krótkie, treściwe – a często ważne – felietony Piotra Toczyskiego. Operuje on danymi statystycznymi. I przypomina mi się, jak to kiedyś mawiał mój profesor: statystyka to ważna i ciekawa dziedzina wiedzy. Ale wymaga zdrowego rozsądku. Bo jeżeli moja żona zdradza mnie codziennie, to „statystycznie” dwie Polki robią to co drugi dzień…

Nie mam, mimo przytoczonej anegdotki, najmniejszych wątpliwości o wartości statystyki. I ja, i kolejno kilku moich doktorantów opieraliśmy swoje dysertacje na materiale statystycznym. Tu zrodził się uczony Zbigniew Izdebski, który dzięki nowoczesnym (i kosztownym) metodom badań statystycznych wyprowadził nas, Polaków, na absolutne czoło światowe (tak!) w zakresie wiedzy o zachowaniach seksualnych naszych rodaków. Zdaje się, że pewne badania statystyczne oparte na ankietach stają się nie tylko trudne ale wręcz niemożliwe do wykonania, i może warto by i o tym pomówić. Ale nie o seksie chcę dziś pisać.

Otóż zadziwił mnie – i nie ukrywam: zmartwił – ostatni felieton Toczyskiego, z którego wyczytałem, że wzrasta regularnie ilość Polaków-eurosceptyków. Wprost niezadowolonych z naszego udziału w europejskiej integracji.

Jestem euroentuzjastą. Mógłbym godzinami „piać” dlaczego. I wydawało mi się, że praktyka tych kilku lat naszego udziału w Unii powinna oddziaływać akurat odwrotnie: eurosceptycy powinni zanikać.

Ale jeżeli tak nie jest – jeżeli, jak z badań ostatnich wynika, więcej niż co piąty Polak (!) nie jest zadowolony z naszej przynależności do Unii – to konieczną staje się analiza: dlaczego tak jest?!

Wszystko (no, prawie) wskazuje na korzyści, jakie odnosimy. Fundusze europejskie odmieniły i dalej odmieniają nasz Kraj. Czy są tacy którzy tego nie dostrzegają? Za najbardziej konserwatywnych można by podejrzewać rolników. Ale to właśnie oni mają krociowe dopłaty, które niestety w wysokim stopniu przejadają (by nie powiedzieć: przepijają)… Masa – chyba nie ujęta w statystyki – naszych rodaków wyjeżdża do pracy i zarabia za granicą, na Zachodzie. Pieniądze, które tu przywożą, są wielkie – i je znać. Jak się jeździ po Kraju, to wszędzie widać nowe domy. Panuje styl dworkowy (dobrze, bo to ładne). Pytam ludzi: skąd mają na to pieniądze? Przywożą zarobione na Zachodzie.

Jakie byłoby u nas aktualnie bezrobocie i NĘDZA, gdyby nie było tej wielkiej emigracji zarobkowej! Może pracownicy emigracyjni z tego nie zawsze zdają sobie sprawę – ale jak wielka jest ich integracja z nowoczesnością (nawet kiedy pracują np w rzeźni…). Jak bardzo poznają świat! Jak łatwą stała się turystyka w obu kierunkach: do i od nas. Jak wiele korzystamy cywilizacyjnie! Można by wyliczać, wyszczegóławiać korzyści – ale po co? Każdy starszy Polak, który pamięta PRL i żelazną kurtynę, wie jakie różnice, jaką przepaść cywilizacyjną zasypaliśmy – i dalej to czynimy.

Nie jest więc tak, że brak korzyści materialnych tu decyduje. Polacy powinni czuć się przekupionymi przez Europę do integracji. Dlaczego tak nie jest? Mnie interesuje bardziej szczegółowa analiza statystyki. Kim są niezadowoleni? Jakie grupy wiekowe, jak się różnią pod tym względem. Czy młodzi też są sceptyczni? A jak to wygląda w kategoriach wykształcenia?

Kto może się Europy obawiać? Kościół – bo z Zachodu idzie niewątpliwie kato-sceptycyzm? Mogą mieć „za złe” nasi emigranci – bo narzekają, że nie znając języków traktowani bywają „jak Murzyni”? (Bo w polskich szkołach nadal szerzy się oszustwo – języków się nie uczy, płacąc przy tym „nauczycielom”). Kto jeszcze może być niezadowolony? Nie wiem, a chciałbym wiedzieć.

Na pewno potrzebna jest szczegółowa analiza materiału statystycznego. A tak na koniec: po raz pierwszy w nowoczesnej Europie już prawie 70 lat nie ma wojny! 

Po moim tekście na temat stosunku Polaków do przynależności do Unii, dostałem dalsze wyjaśnienia od dr. Piotra Toczyskiego (dziękuję!). Wyjaśnienie to (cytat z komunikatu CBOS) jest raczej optymistyczne – i przytaczam je w całości: „Pozytywny stosunek do członkostwa Polski w UE dominuje we wszystkich analizowanych grupach społeczno-demograficznych. Poziom poparcia dla obecności naszego kraju w Unii zależy w głównej mierze od wykształcenia: im ono wyższe, tym częstsza jest akceptacja członkostwa we Wspólnocie. Najwyższe poparcie dla obecności naszego kraju w UE notujemy zatem wśród osób z wyższym wykształceniem (89%), a ponadto wśród badanych o miesięcznych dochodach per capita powyżej 1500 zł (81%), respondentów dobrze oceniających warunki materialne swojego gospodarstwa domowego (81%). Z kolei najrzadziej akceptują integrację osoby mające 65 lat i więcej (59%), ankietowani z wykształceniem podstawowym (57%), badani o dochodach per capita poniżej 500 zł (60%) oraz respondenci źle oceniający własne warunki materialne (62%). Stosunkowo niskim poziomem poparcia dla członkostwa w UE (55%) wyróżniają się także osoby, które można zaliczyć do najbardziej religijnych – praktykujące religijnie kilka razy w tygodniu”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s