Weterani budzą nasz szacunek, ale nie czujemy grozy ich przeżyć. Dlatego przebierańcy w panterce i hełmie budzą niesmak tych, którzy przeżywali, widzieli, pamiętają.

Ostatnio nie bywam w Warszawie*. Przyjaciele mówią mi, że grasują tam grupy rekonstruktorów, którzy małe dzieci przebierają za powstańców i urządzają widowiska. Mówili mi, że zaczepiony „powstaniec” miał 6 lat. Dzieci fajnie się bawią… 

Kiedyś widziałem i na własne oczy (i słyszałem na własne uszy) jak red. Jan Pospieszalski z grupą takich przebierańców robił widowisko i śpiewy powstańczych pieśni w telewizji. Razili mnie ci przebierańcy, wzbudzili u mnie niesmak (utrwalił mi się obraz tłuścioszka w panterce i hełmie).

Myślę, że jeszcze za wcześnie na to, by tragedię Powstania Warszawskiego przerabiać na wesołą zabawę. Dzieci, które tak się bawią, nijak nie zrozumieją niezmierzonej tragedii ludności. Doznają oszustwa: tak, jakby Powstanie naprawdę było fajną zabawą.

Widziałem też komiks na temat Powstania. Raził mnie. Ale skoro współautorem był autentyczny uczestnik Powstania – akurat dobrze mi znany i kiedyś zaprzyjażniony ze mną kombatant – to jakoś przełknąłem…

Sam pamiętam (tak!) przedwojennych weteranów 1863 roku. Budzili nasz szacunek, ale nie czuliśmy grozy ich przeżyć. I nie odczuwałem nic zdrożnego, kiedy jako mały chłopiec dostałem w prezencie też coś w rodzaju komiksu na temat „Dziadka” (Piłsudskiego) i Legionistów.

Do czego zmierzam: każde wydarzenie kiedyś traci w odczuciu następnych pokoleń ostrość, tragizm, realizm. To pewnie nieuchronne. Ale na zabawę w Powstanie Warszawskie chyba jeszcze za wcześnie. Za parę lat – no nie wiem, 20 lat? – będzie to już tylko historia. Dziś żyje jeszcze chyba za dużo ludzi, którzy to przeżywali, widzieli, pamiętają. Ich razi zabawa w rekonstruktorów i zwłaszcza udział w tym dzieci.

Może uszanujcie odczucia tych (na ogół starych) ludzi?

 

* A dlaczego nie bywam w Warszawie? Poza wszystkimi trudnościami obserwuję kompletną agonię kolei. Nie tak dawno było ode mnie kilka pociągów, nawet międzynarodowe (ekspres „Ernest Malinowski” z Bukaresztu przez Krynicę do Warszawy). Teraz praktycznie można wsiąść do pociągu w Krakowie, a to już z Ropek spora odległość. Nie rozumiem jak można było kolej sprzedać bandzie łobuzów, którzy ją rozkradli – i dalej to czynią!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s