Ikoną Powstania melodia z rozbioru Czechosłowacji z idiotycznym tekstem… A wszyscy znani mi powstańcy byli ludźmi wyjątkowo przyzwoitymi i dojrzałymi.

Myślę, że wszyscy mamy już z lekka dość dyskusji o Powstaniu Warszawskim. Będzie ona na pewno trwała jeszcze długo, ale może powinni się tym zająć historycy – no, może i literaci, filmowcy. Ja – zmierzając do końca wyrażania moich wątpliwości i przemyśleń mam jeszcze dwie uwagi.

Po pierwsze: uczuliłem się na pieśń, którą zresztą z harcerzami śpiewałem na ogniskach przez pół wieku. Chodzi mi o ów tekst: „…a na tygrysy mają visy – to warszawiacy, fajne urwisy są…”. Pewnie mało kto wie, że melodia pochodzi z harcerskiej pieśni, która powstała w 1938 roku w związku z naszym udziałem w… rozbiorze Czechosłowacji. Tak…

A słowa były takie: „Nie damy Popradowej fali – Spiszu z Orawą – praojców sławą – wszak ojce ziemię posiadali – aż po Wag siny, aż po równiny – hej!”.

Pewnie były i dalsze zwrotki, ja zapamiętałem tylko tę.

Otóż powoli owa pieśń staje się jakby ikoną powstańczą. Innych już się nie słyszy – chyba wyjątkowo na jakichś koncertach. A prawda jest taka, że tekst o tych visach na tygrysy jest idiotyczny. Choć wpisuje się dobrze w całą problematykę przygotowania powstania i tego, co się potem działo. Myślę – tak sobie marzę – by jednak tej pieśni nie śpiewać. To chyba głównie apel do harcerzy.

Natomiast drugim takim hymnem Szarych Szeregów była inna pieśń: „Hej chłopcy – bagnet na broń!”. To była w Szarych Szeregach bardzo popularna (i ładna) pieśń. Między innymi jej wygwizdywana melodia była sygnałem kontaktu. Tak w Milanówku w czasie Powstania Warszawskiego robiliśmy, żeby nawiązać kontakt z harcerzami, którzy wydostali się z Warszawy i którym chcieliśmy udzielić pomocy (np. zorganizować kontakt z nauką na kompletach gimnazjalnych). W ten sposób do mojej drużyny przyszło kilku chłopców – między innymi Zbyszek Wilma (ps. „Maciek”), który teraz jest znanym plastykiem i wspołtwórcą pomnika Janusza Korczaka w Warszawie.

Ta pieśń powinna stać się według mnie główną pieśnią śpiewaną na ogniskach czy akademiach.

I druga, już ostatnia, sprawa. Wspominałem to wszystko, co wiąże się z Powstaniem – ale w Milanówku. Czyli nie w walce, a w dniu powszednim szpitali, sierocińca Boduena, nędzarzy, zagubionych sierot. I nasunęła mi się taka refleksja: ja osobiście nie spotkałem wśród byłych powstańców ani jednego, który nie byłby jakoś wyjątkowo przyzwoitym – spolegliwym – człowiekiem. A liczni chodzili ze mną potem do szkoły (spotykałem i starszych). Wśród nich ani jednego kombinatora, szabrownika, oszusta czy nawet jakiegoś blagiera, cwaniaka – żadnej postaci negatywnej! Wszyscy ci, których spotkałem i zapamiętałem, których poznałem bliżej, byli to wyjątkowo przyzwoici i jakoś dojrzali ludzie. Myślę że takimi ukształtowały ich przeżycia. Zresztą nie tylko młodych chłopaków, ale i w ogóle tych wygnańców z Warszawy pamiętam jako ludzi wyjątkowo przyzwoitych. A przewinęło się przez nasz dom wielu.

Wiem, że taka refleksja jednostkowa nie ma wartości uogólniającej. Ale tak było, tak to zapamiętałem. I jest to jakiś przyczynek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s