Idiotyczna likwidacja szkolnej służby zdrowia dała duże oszczędności i powrót chorób, których już nie było.

W prasie ostatnio piszą o epidemii różyczki. To taka niegroźna choroba, ale w okresie ciąży matki może dać wady rozwojowe u płodu. Z tego względu w swiecie cywilizowanym szczepi się, by uniknąć komplikacji. No, ale w Polsce ze szczepieniami – krucho. 

Ja mam do problemu szczepień szczególny, emocjonalny stosunek. Kiedy wykładałem, jeszcze parę lat temu, to temat szczepień – w ujęciu historycznym, trochę filozoficznym – był moim ulubionym tematem. Bo przed sześćdziesięciu laty osobiście włączyłem się w propagowanie szczepień i w trakcie kilkudziesięciu lat praktyki lekarza-pediatry widziałem skutki. Skutki wspaniałe i, wydawało się, trwałe. Zniknęła gruźlica dzieci. Co było wtedy szczególnie ważne, znikł dyfteryt (bardzo bali się go lekarze, bo dyfteryt trudno było odróżnić od zwykłej anginy, a konsekwencje pomyłki bywały straszne). Znikły i inne choroby. 

Wprowadzanie szczepień wiązało się z większą lub mniejszą walką, z oporem. Na przykład: kiedy zacząłem swą przygodę z medycyną, walczyliśmy o szczepienia gruźlicze (BCG), które wyjątkowo trudno się przebijały do powszechnej praktyki. Ale wtedy była SZKOLNA SŁUŻBA ZDROWIA i były gabinety lekarskie w szkołach. Były szczepienia, które odbywały się w szkołach. Nikt nie pytał rodziców o zgodę (może to i nie najlepiej, dziś by tak nie można), więc szczepienia były powszechne. Tak jak i okresowe badania lekarskie, które wykrywały wady budowy i mniej rzucające się w oczy schorzenia. W miastach z reguły były w szkołach gabinety lekarskie i były pielęgniarki higienistki. Na wsi było z tym gorzej, ale też robiono, co się dało. 

I oto wróciła z Ameryki uczona, która oświadczyła: szkolna służba zdrowia jest nie tylko niepotrzebna, ale i szkodliwa. O zdrowie dzieci mają dbać rodzice: oni mają pilnować szczepień, oni mają prowadzić dzieci na badania profilaktyczne.

Likwidacja szkolnej służby zdrowia dała duże oszczędności. Ministerstwo, które zawsze miało mało pieniędzy, skwapliwie skorzystało z opinii uczonej; zlikwidowało szkolnych lekarzy i gabinety. Pozostawiono jakąś szczątkową opiekę higienistek i oświadczono, że każdy może korzystać z powszechnej służby zdrowia – więc nic się nie stało.

Pamiętam ostatni zjazd z tak zwanych „Rzepkówek”, zjazdów pracowników medycyny szkolnej (nazwa pochodziła od nazwiska ich organizatora, niezwykle zasłużonego i zaangażowanego prof. Jerzego Rzepki). Byłem tam jak co roku i pamiętam prawie awanturę, rozpaczliwe proby obrony tego, co już było, co funkcjonowało – i czego nawet zazdrościli nam w innych krajach. Obawialiśmy się między innymi tego, że na trudności napotkają szczepienia. Że mogą pojawić się znów choroby, których już nie było. Że marnuje się dorobek, niszczy środowisko praktyków – ale i naukowców. Wszystko na nic. W obliczu szansy na oszczędności, podpierając się ekspertyzą uczonej, dokonano dzieła zniszczenia.

No i pojawiły się niestety – zgodnie z naszymi przewidywaniami – choroby zakaźne. Jest gruźlica. Okazuje się, że jest i różyczka. I nie tylko te dwie choroby… (O szczepieniach napiszę jeszcze więcej bo to ważny i bardzo aktualny temat.)

Ostatnio posłowie postulują na nowo zorganizowanie szkolnej opieki lekarskiej. Myśmy przewidywali, że to kiedyś nastąpi – no i nie myliliśmy się. Tylko że łatwiej coś zniszczyć niż zbudować, więc na razie są jedynie postulaty. A tak melancholijnie : czy w Naszym Państwie nie można pociągać do odpowiedzialności tych, którzy podejmują idiotyczne decyzje? Muszą zostawać bezkarni – i anonimowi?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s