Polski bestseller wydany też w USA i w Chinach? Nie byłoby go bez romantycznego przeżycia uczczonego „Parkiem Miłości imienia doktor Michaliny Wisłockiej”

Otrzymałem właśnie zaproszenie na niezwykłe wydarzenie: 29 czerwca, w Lubniewicach (Lubuskie, d. Zielonogórskie) odbędą się uroczystości ku czci doktór Michaliny Wisłockiej. Myślę, że mało komu trzeba wyjaśnić czy przypomnieć: była to niezwykła autorka niezwykłej książki „Sztuka kochania”.

Termin nienajlepszy – akurat zakończenie roku szkolnego. Myślę, że mimo to zjedzie tam sporo uczestników. Choć od jej śmierci minęło już kilka lat, stale jest aktywne grono Jej przyjaciół, Jej kontynuatorów, a może i czytelnikow. Książka niezwykła: maszynopis otrzymał dziesięć negatywnych recenzji – i tylko dwie pozytywne (prof. Stefana Soszki i – z czego jestem dumny – moją). A okazało się, że ryzyko wydawnictwu opłaciło się: książka była absolutnym bestsellerem w całych dziejach PRL. Miała liczne wznowienia, była wyprzedawana „na pniu” i była tłumaczona na wiele obcych języków. Tłumaczenia polskiej książki ukazywały się – co jest rzadkością – w USA i w Chinach!

Byłem wieloletnim przyjacielem Michaliny. Pracowaliśmy razem w Poradni Młodzieżowej „na Nowogrodzkiej”. Prowadziliśmy szeroką działalność popularyzatorską, społeczną, w istniejącym wtedy i bardzo aktywnym Towarzystwie Świadomego Macierzyństwa (zmieniało ono nazwę wielokrotnie). Ale przede wszystkim Michalina była niezwykle malowniczą postacią, pełną emocji, niekiedy agresji, czasem przesądów. Nie zawsze była zadowolona ze swych osiągnięć – ale akurat ze „Sztuki kochania” była – i słusznie – niebywale dumna. Można by o Niej powiedzieć: była niezwykłym, serdecznym i aktywnym przyjacielem – ale też równie emocjonalnym i bezwzględnym wrogiem. Była wspaniała – ze wspomnień moich i anegdotek o Niej można by napisać spore dziełko wspomnieniowe.

W tychże Lubniewicach odbędzie się 29 czerwca nadanie Jej imienia Parkowi Miejskiemu – i trzy debaty. A przede wszystkim odsłonięcie Jej pomnika: tak, jak to teraz w modzie – postać siedząca na ławce, tym razem w Parku już Jej imienia.

Chciałbym uczestniczyć. Mam wiele do opowiedzenia, do powspominania. No i spotkanie z licznymi Jej przyjaciółmi – na ogół i moimi też – może być atrakcyjne. Piszę o tym, bo przyjaciół i miłośników Jej książek (nie tylko tej słynnej – napisała kilka) zawsze było wielu. Znacznie więcej niż ludzi Jej niechętnych czy wprost wrogich. Może i kogoś z czytelników mojego bloga nakłonię do wyprawy na to – na pewno niezwykle wydarzenie.

Pewnie niejedna osoba zastanowi się: a cóż to za miejsce? „Jakieś Lubniewice”? No i właśnie: miejsce to było niezwykle ważne w Jej życiorysie. Było miejscem Jej niezwykłego romantycznego przeżycia, które – jak mówiła – stało się podstawą do Jej przemyśleń i pasji. A bez tego nie byłoby „Sztuki kochania”.

Co się tam wydarzyło? No, to też temat do barwnej opowieści… Jeśli zainteresuje to moich czytelników – mogę o Wisłockiej i o tej przygodzie opowiedzieć. Sama o tym opowiadała chętnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s