Matematyka powinna być przedmiotem nadobowiązkowym!

Wiem, że już tytuł wywołał opór, a może i wściekłość niektórych czytelników. Ala ja zapowiadałem i powtarzam – mój blog (na ogół, w większości) jest wynikiem przemyśleń, refleksji, podejrzeń – wrażeń – a nie tekstem naukowym (byłego co prawda) profesora uniwersyteckiego! 

Podkreślając takiż charakter mych wywodow – przystępuję do wywoływania złości, oporu, sprzeciwu…

Nauka szkolna matematyki jest dla wielu młodych koszmarem. Niektórzy są dyskalkulikami – i żadna pani minister nie przymusi ich do skutecznej nauki matematyki. Ot, defekt psychiczny. Jak częsty? Nie wiem, ale podejrzewam, że nie jest rzadki. 

Druga grupa to ci, których zły los zetknął z niedouczonymi, znienawidzonymi nauczycielami – może doskonałymi matematykami po wspaniałych studiach, tylko nie korespondującymi z aktualną pracą. Bo w Polsce nie uczy się zawodu nauczyciela, tylko kształci „uczonych” – którzy bez należytego przygotowania mają być nauczycielami i wychowawcami… 

Bywa i tak, że ktoś – jak na przykład ja osobiście – miał nawet dobrych, lubianych nauczycieli, ale jednak nie był w stanie opanować tzw. „materiału”. Ja swoich nauczycieli wspominam bardzo ciepło. Jednym był przedwojenny dziekan z Politechniki, prof. Czetwertyński. Drugim późniejszy znany dziennikarz – wtedy student – Karol Małcużyński. Była i taka Nauczycielka (niestety nie pamiętam nazwiska), której zawdzięczam, że w ogóle ukończyłem naukę na poziomie średnim. Po prostu w klasie maturalnej dała mi spokój, kazała czytać sobie książkę – matury z tej cholernej matematyki wtedy nie było. 

Mam świadomość, że gdybym uczył się później, nigdy bym nie zdał matury (z matematyki), no i „nici” z wykształcenia… 

Znam wiele przypadków uzdolnionych humanistów, którzy jednak nijak nie mogli nauczyć się matematyki. Znam koszmar takich doświadczeń. I bezradność. 

Wielka pedagog–praktyk, Anna Radziwiłł, miała kuzyna, który latami podchodził do egzaminu maturalnego – i nigdy nie zdawał… Anna uczyła go indywidualnie w domu, wkładała w to masę wysiłku. A chłopak już wtedy (bez matury) drukował teksty krytyczne w kulturalnych tygodnikach. 

Dla tych wszystkich (ilu ich jest?), którzy matematyki nie mogą opanować, trzeba stworzyć szansę rozwoju, nauki i studiów  B E Z  M A T E M A T Y K I. W ten sposób ograniczymy koszmar i stworzymy szanse rozwoju niektórym, na ogół bardzo zdolnym humanistom. 

Mój tekst konsultowałem z prof. Ireną Obuchowską, czołową polską psycholog. Oceniła moje wywody negatywnie. Pisze, że prawdziwa dyskalkulia jest rzadkością (ale jest – przyp. AJ), a gehenna związana z „nauką” matematyki jest raczej wynikiem braku przygotowania nauczycieli. W to, że będziemy wreszcie kształcić fachowców od wychowywania i uczenia, a nie „przedmiotowców”, ja już nie wierzę. Prof. Obuchowska wspomina o eksperymencie w Szczecinie, gdzie nawet w przedszkolu dzieci  b a w i ą  się ucząc matematyki. No dobrze – to wspaniały wyjątek! 

W szkołach maturzyści zasiadają do prac z matematyki. Niektórym – to proste a może i przyjemne. Innym (ilu?!) to próg, którego nie przekroczą i po koszmarze szkoły średniej załamie się ich kariera życiowa. W tej grupie są wybitni humaniści. Marnujemy ich talenty! 

 

 

***

Zobacz najnowszy wpis na blogu Andrzeja Jaczewskiego: To czego się uczyć? Biologii człowieka. Nauka szkolna ignoruje biologię człowieka. Często więcej uwagi poświęca się rozwojowi motylicy wątrobowej, rozmnażaniu ślimaków, owadów i muszce owocowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s