Antysemityzm w przedwojennym harcerstwie? „Harcerz za brata uważa każdego innego harcerza”, ale z braterstwem polskich i żydowskich skautów było marnie.

List, jaki przysłał do mnie „Pantera”, 91-letni mój dowódca z Szarych Szeregów. Mogłoby to być zakończenie dyskusji na temat antysemityzmu w harcerstwie:

U nas w Zagłębiu, w Czeladzi, Żydzi mieszkali. O czym świadczy pozostały po nich kirkut, założony dopiero wraz z powstaniem gminy żydowskiej w czasie I wojny światowej (przedtem Żydzi czeladzcy podlegali gminie w Będzinie, gdzie było ich znacznie większe skupisko). Była też synagoga (zniszczona na rozkaz Niemców). Ale było ich relatywnie mało (wg informacji z internetu zaczęli osiedlać się w Czeladzi dopiero w II połowie XIX wieku, przedtem nie było im wolno; w 1939 roku stanowili nieco ponad 5% ludności; byli ludźmi religijnymi, ze sporą liczbą nawet chasydów).

Tata był zwolennikiem Dmowskiego.

Jako harcerze staliśmy chyba – jak piszesz – obok. W naszej drużynie nie było Żydów, ale nie dlatego, że z założenia nie chcieliśmy ich (w ogóle nie było żadnych odgórnych zaleceń w tej kwestii), ale dlatego, że oni nie zgłaszali się.

***

Skąd dyskusja? Dla przypomnienia tekst „Przed wojną pewnie były środowiska harcerskie wrogie Żydom. W trakcie wojny braterstwa polskich harcerzy z żydowskimi skautami nie było. Ale w PRL antysemityzmu w harcerstwie nie widziałem”:

Po niefortunnej publikacji na temat „Kamieni na szaniec” w pewnym stopniu rozgorzała dyskusja – czy harcerstwo było antysemickie? Przed wojną mieszkałem akurat w Milanówku, gdzie był zakaz zamieszkiwania Zydów (!), więc u nas po prostu w sposób naturalny problemu nie było. A potem holocaust…

Ale pamiętam taką książkę – wydaną przed wojną – pt. „Zwycięskie lilie”. Autorem był Ignacy Kozielewski – współautor słów harcerskiego hymnu. Była to książka skrajnie antysemicka, a chyba w niektórych środowiskach harcerskich była jakby kanonem. Pewnie nie wszędzie, ale…

Jednak mnie zastanawia coś innego. Prawo harcerskie (na które powołuje się Druh z 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej w rozmowie z Gazetą Wyborczą) mówi: „a za brata uważa każdego innego harcerza”. Tymczasem jakoś z harcerstwem żydowskim – które było prężną i liczną organizacją – kontaktów nie było ani przed wojną, ani w jej trakcie. I nie mam wątpliwości, że z tym braterstwem to było marnie. Nie wiem też, czy harcerze żydowscy szukali kontaktów z ZHP, czy chcieli współpracy. Trzeba pamiętać, że w znakomitej większości przypadków do wybuchu drugiej wojny światowej społeczeństwa żydowskie i polskie żyły jakoś  o b o k  siebie.

Jednak nie udało mi się na ten temat niczego znaleźć. Słyszałem tylko – dawno i nie pomnę od kogo – że przed wojną przez lata toczyły się pertraktacje o współpracę między ZHP a organizacją Haszomer. I że ze strony żydowskiej uczestnikiem pertraktacji był m.in. Janusz Korczak. Ale w dostępnych mi materiałach o Korczaku żadnej wzmianki o Jego powiązaniach z harcerstwem, czy choćby o wypowiedziach na temat harcerstwa, nie napotkałem. Warto by zapytać lepszych znawców dzieła Korczaka.

Jak więc było przed wojną? Zapewne różnie. „Zwycięskie lilie” nie wzięły się znikąd. Pewnie były środowiska harcerskie wrogie Żydom. Problem tylko: jeżeli były, to jak liczne? Zapytałem o wspomnienia przedwojennego drużynowego ze Śląska (jest  j e s z c z e  taki!). Co wspomni – napiszę [por. powyżej].

Zastanawia i czas wojny. Otóż, o ile dobrze pamiętam, to w Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) było bardzo dużo Haszomerowców, czyli żydowskich harcerzy (czy, słuszniej, skautów). Dlaczego tak mało o tym wiadomo? Dlaczego nie jesteśmy z tego dumni?

Po wojnie w moim szczepie – 79 WŻDH na Żoliborzu (co podkreślam!) – było kilkoro młodych, którzy nie ukrywali swych żydowskich korzeni. Sprawa był oczywista, ale – właśnie tak – nie miało to  ż a d n e g o  znaczenia. Akurat (no, może poza jednym) cieszyli się dużym autorytetem i powszechną sympatią. Wyobrażam sobie, że w Warszawie w PRL tak było powszechnie. I tak być powinno!

Dlaczego podkreśliłem właśnie Żoliborz? To dlatego, że żoliborska WSM była spółdzielnią, w której zawsze wielką rolę odgrywali działacze pochodzenia żydowskiego. I tam to pochodzenie nie miało najmniejszego znaczenia.

Tak więc antysemityzmu w swej pracy harcerskiej (poza ową książką) nie dostrzegłem. Raczej: harcerstwo było jakby „obok”, to znaczy – problemem Żydów się nie zajmowało. Najpewniej jednak było różnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s