Polacy i Czesi porozumiewają się bez tłumacza a nie znają nawzajem swojej fachowej literatury. Trwa z naszej strony do nich dziwna niechęć, pogarda. Przełammy te dziwne (może nieprzypadkowe?) opory!

Na południe od naszych granic mamy Czechów i Słowaków. Słowacy są moimi najbliższymi sąsiadami – jak bym głośno krzyknął, to może by usłyszeli. Ale teraz chcę pisać o Czechach. Czesi przetłumaczyli i wydali kilka razy moje książki. Już dawno mnie problem gnębił, a przed paru dniami przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” wywiad Wojciecha Staszewskiego z Jaromirem Nohavicą („Lech, Czech i Krtek”, 21 marca 2013). Zabrałem się więc do pisania.

Wiele lat temu, na jakimś zjeździe, zapytał mnie stary czeski uczony: – Czy byłeś kiedy w Czechach, ale nie przejazdem, tylko specjalnie? – No, nie… – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – A co znasz z naszej literatury? – „Szwejka”… – A z muzyki czeskiej? (Tu było lepiej, bo jestem miłośnikiem muzyki.) – A – pyta dalej – czy czytasz naszą literaturę fachową? – No, nie. – Popatrz: jesteśmy dwoma narodami, które porozumiewają się bez tłumacza. Najbliżsi sąsiedzi. Czy nie zastanawiało cię, dlaczego tak jest?

I mówił dalej: – Gdyby w środku Europy było federacyjne państwo – Polska, Czechy i Słowacja – to bylibyśmy siłą, z którą każdy musiałby się liczyć. Czy to nie oczywiste, że nasi wielcy sąsiedzi byli zainteresowani, by nie dopuścić do naszego zbliżenia?

Trafiło mi to do przekonania.

Dziś już sprawy wyglądają politycznie inaczej: jesteśmy we wspólnej Europie. Ale jakaś dziwna przepaść, jakaś niechęć – jakaś pogarda z naszej strony – trwają… Mimo że Czesi to niezwykle kulturalny naród i przewyższają nas. Mają wysoki poziom techniki i chyba wyższy poziom nauki, wiedzy.

Czy tak musi być? Jestem za tym, by kontakty wszelkiego rodzaju rozwijać. Byśmy poznawali tych wspaniałych sąsiadów. Zarówno ich piękny kraj jak i kulturę, sztukę. Byśmy przełamali te dziwne opory; może rzeczywiście nieprzypadkowe?

Przypomniał mi się mój przyjaciel. Nie wiem dlaczego – nienawidził Czechów. Wprost gardził nimi. Tak się złożyło, że on dbał o moj samochód, bo ja zawsze w tej sprawie byłem „z dwoma lewymi rękami”. Otóż nie mówił o Czechach nigdy inaczej niż „te pepiki”, a miało to posmak pejoratywny. I kiedy chciałem kupić skodę, to zapowiedział, że nigdy nie tknie palcem „tego złomu”. Poznałem ile było w tym przesądów, kiedy jednak, choć dużo później, kupiłem skodę i porównałem ją z fiatem 126p…

Piękną działalność rozwija Mariusz Szczygieł. Ale to za mało! Zorganizujmy wymianę uczniów, skautów, studentów, może i doktorantów. Pokazujmy częściej wspaniałe czeskie filmy. Naprawdę warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s