Mamy wiele pięknych dworców kolejowych. I magazyny muzeów zapełnione obrazami, które nie są na wystawach. Zawieśmy te obrazy na dworcach kolejowych.

Kiedyś mieszkałem w Milanówku i dojeżdżałem do Warszawy. Zawsze zachwycałem się budynkami dworców na trasie „Warszawsko-Wiedeńskiej”. One mają swój piękny styl, były funkcjonalne, kiedyś pewnie były to centra kultury. Pruszków – Grodzisk Mazowiecki – Żyrardów, no bajka. Także inne dworce robiły na mnie wrażenie. Kraków, Tarnów, Nowy Sącz. Wrocław akurat nie: trochę udziwniony.

Mimo upadku (sabotażowego?) kolei uderza dbałość o budynki dworców. Mało już jeżdżę po kraju, ale widzę, że wiele budynków starannie odnowiono (vide – Tarnów). Tak sobie myślę, że te budynki chyba dziś są nie do końca funkcjonalne. Budują nowe. Może, tak jak w Krakowie, nie bardzo wiadomo co teraz z nimi zrobić. Pewnie je sprzedadzą i na tzw. „przetargach” za grosze kupią je cwaniacy-kumple… No cóż, przemawia przeze mnie starcze poczucie bezradności. 

Ale ja od dawna mam pewną ideę. Otóż w muzeach są przepastne magazyny zakupionych dzieł sztuki – przede wszystkim obrazów.Twórcy są dumni, że muzeum zakupiło ich akurat dzieła. Ale te obrazy giną w magazynach. Żyje obraz, który jest oglądany. I tak sobie zawsze wyobrażałem, że te piękne dworce byłyby wspaniałym miejscem dla prezentacji muzealnych magazynów. Wiem: dzieła sztuki wymagają troski, mikroklimatu, konserwacji. Mogłyby ginąć skradzione przez miłośnika akurat jakiegoś dzieła (podobno malarze są dumni i cieszą się, jak z wystawy ukradnie ktoś jego dzieło!). 

Byłoby wspaniałą edukacją takie obcowanie ze sztuką licznych – o ile dworzec będzie nadal służył pasażerom – odbiorców. Przypadkowych. W większości takich, którzy nigdy nie pójdą do muzeum. Może warto? W PRL pewnie byłoby to możliwe… (Niech nikt nie sądzi, że jestem bezkrytycznym miłośnikiem tamtej epoki! Ale co było dobre, warto doceniać, uczyć się – może naśladować.) 

A może warto zaprosić artystów by puste ściany pokryli freskami? 60 lat temu, gdy zostałem pierwszym pediatrą w dziejach Gorlic, zgadałem się z zaprzyjażnioną malarką. Ściany poradni dziecięcej i salki w szpitalu pokryliśmy malunkami z bajek. Mam zdjęcia, niestety czarno-białe. Chodziło nam o to, by dzieciom trochę oszczędzić stresu z wizyty u lekarza. To dobrze działało, teraz to już rzecz oczywista. No to może wpuśćmy malarzy do dworców kolejowych?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s