Ilu posłów zna choć jeden język obcy? Drżę o wynik. Uczniowie po latach nauki nie potrafią nic załatwić w obcym języku. Czy języków mogą się uczyć tylko zamożni, i to prywatnie?

Otrzymałem list od mojego młodego przyjaciela – nawiasem mówiąc współautora takiego mini-przewodnika po Wysowej Zdroju. On jest przykładem, jak można wykorzystać pracę dyplomową. Taka jego praca stała się inspiracją i częścią tego przewodnika.

Ale nie o tym chcę pisać. Owóż, on, magister po studiach pracuje w Anglii w… zakładach mięsnych. Wraz z żoną robią kiełbasy czy coś takiego. Chwalą sobie – właśnie napisał, że zmienili mieszkanie na większe i że zamienili samochód na lepszy. Jest im dobrze. Mnie trochę szkoda, nie taką „karierę” dla niego widziałem. No ale trudno – jak się dorobią, może wrócą? Jak będą mieli do czego…

Otóż on pisze na temat nauki języka. Pisze, że robią postępy i już prawie mogą się swobodnie porozumieć. Ale pisze też, że po 10 latach nauki w szkole – a być może i studium językowym na uczelni – jak przyjechał – i żona też – praktycznie języka nie znali. Nie umieli nic załatwić, chyba „na migi”. I pisze, że to jest powszechna troska naszych – licznych – młodych emigrantów.

O tym, że uczniowie po latach nauki nie potrafią nic załatwić w obcym języku wiedziałem dawno. Pisałem o tym, postulowałem by władze tym się zajęły.

Zastanawialem się – i dalej nie wiem – czego i jak uczą latami w szkole?! Mój korespondent pisze (nie wiem skąd on to wie), że w gronie Polakow zatrudnionych w Anglii mówi się, że jedynie 7% wiedzy szkolnej im się przydaje…

Kiedyś nauka języków nie miała praktycznego znaczenia. Jak ktoś potrzebował, to się uczył już w pracy. Tak było i ze mną – kiedy dostałem podręcznik pediatrii po angielsku (polskiego w latach 50-tych nie było), uczyłem się z niego korzystać. Szczęśliwie angielski podręczników medycznych był bardzo prosty i łatwy do opanowania. Ale tak przeciętny Polak nie miał szansy na kontakt z obcą literaturą, nie mówiąc o umiejętności rozmowy.

Ale – tak wiele się zmieniło. Opowiadał mi jeden chłopak, pracujący na TIR–ach, że ci, którzy umieją porozumieć się np. po niemiecku – nawet w ograniczonym stopniu – są zupełnie inaczej traktowani. I ubolewał, że po latach nauki (miał maturę) praktycznie nic nie umie.

Zastanawiam się – czego i jak uczą w zakresie języków w szkole? Tyle lat! Jak oni (nauczyciele) to robią?

Straszyłem tu urzędniczki na poczcie i sprzedawczynie w dużych marketach: „uczcie się angielskiego, bo za parę lat nikt was nie zatrudni”. I jestem o tym przekonany, że jak się nic nie zmieni, to zatrudnią je tylko jeśli innych, znających angielski, nie będzie.

Czy tak musi być? Czy naprawdę języków mogą się uczyć tylko zamożni, i to prywatnie?

Są – podobno – szkoły wyjątki. Spotkałem kiedyś młodą dziewczynę, która porozumiewała się z moimi niemieckimi gośćmi i mówiła, że nauczyła się w szkole (żal, że żadnej mi znanej…).

Myślę, że elementarna uczciwość nakazuje dokonać w tym zakresie przełomu. Nie mam pojęcia, jak to zrobić, na czym polega problem, ale tak jak jest, być nie może. To jest wielka krzywda osobista tych, masowo przecież emigrujących, młodych. I kompromitacja naszego Państwa – co o nas sobie myślą gospodarze krajów, do których emigrują nasi młodzi? A nawet jak przestaną emigrować, to w ramach Unii Europejskiej kontakty z obcokrajowcami będą coraz intensywniejsze.

Czy Ministerstwo Edukacji tego nie widzi? Ono wiele nie widzi (funkcjonowanie tego urzędu to osobny temat), ale tu jest krzywda młodych. Trzeba tu władzą potrząsnąć.

A satyrycznie: jakby tak zrobić test, ilu posłów zna choć jeden język… Drżę o wynik.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s