Po co nam telewizyjna uczelnia, a najlepiej Państwowa Uczelnia Telewizyjna działająca w oparciu o państwową wyższą uczelnię? Na pewno dla mieszkających na prowincji, ubogich, pracujących, niepełnosprawnych, matek małych dzieci i mniejszości narodowych.

To, co chcę postulować, ma w Polsce długą i chwalebną tradycję. W PRL – w telewizji był cały blok programów oświatowych. Zajmowały one znaczącą część czasu antenowego. Wiem – bo sam przez 27 lat prowadziłem comiesięczne, półgodzinne programy „Nauki o człowieku”. Nawiasem mówiąc, w tych ramach były nadawane cztery programy pod wspólnym tytułem „sprawy piętnastolatków” – i były to  p i e r w s z e  i długo jeszcze jedyne na świecie programy poświęcone szeroko pojętej edukacji seksualnej. Nauka o człowieku nie była jedynym programem dla szkół. Takie – wspomagające dla szkół programy i audycje – obejmowały oczywiście i inne przedmioty.

Programy te miały doniosłe znaczenie społeczne. Jak mogłem się wielokrotnie przekonać, nie tylko uczniowie klas 8-mych – póżniej 7-ych – ale wielu dorosłych programy te regularnie oglądało i czerpało z nich wiedzę o biologii człowieka i ochronie zdrowia. Nigdy za dużo takich działań!

Poza programami szkolnymi dla uczniów, w PRL prowadzono regularnie programy dla nauczycieli. Nie pamiętam już dokładnie – ale była to chyba „Wszechnica telewizyjna” czy coś podobnego.

Po upadku PRL zaniechano roli edukacyjnej TV. A szkoda… Znikł cały, poważny i pełen dorobku, blok Telewizji Oświatowej.

Kilka lat póżniej, prof. Wojciech Pomykało podjął inicjatywę zorganizowania telewizyjnej wyższej uczelni. Nie był to może i pomysł oryginalny, takie uczelnie na odległość działały i działają w wielu krajach. Uczelnia – Wyższa Szkoła Społeczno-Ekonomiczna – prowadziła dwa kierunki, pedagogikę i ekonomię. Zorganizowano studio telewizyjne i zatrudniono w nim doświadczony fachowo personel. Uruchomiono kanał telewizyjny o zasięgu ogólnopolskim – chyba dostępny i w krajach wschodnich sąsiadów – Edusat. Studia licencjackie odbywały się w terenowych stacjach wyposażonych w aparaturę umożliwiającą kontakt zwrotny (zapytania studentów). Stacje te miały opiekunów naukowych, którzy dbali o właściwy poziom i prawidłowe funkcjonowanie naukowe. Opiekunami z reguły byli samodzielni pracownicy naukowi. Sam byłem opiekunem takiej stacji w Gorlicach. Tak nawiasem – w naszym ośrodku 450 osób uzyskało licencjaty z pedagogiki i kilkadziesiąt z ekonomii. Poza wykładami TV odbywały się sesje wyjazdowe do uczelni w Warszawie, a przy tej okazji odbywały się spotkania „twarzą w twarz” z profesorami i egzaminy zaliczające.

Do prowadzenia wykładów kanclerz i rektor prof. W. Pomykało pozyskał wielu profesorów z czołówki polskich uczonych. Nie mam tu pod ręką dokumentacji, ale z pamięci wymienię: prof. A. Janowskiego, prof. Poznańskiego, ks. prof. Tarnowskiego, prof. J. Półturzyckiego, prof. J. Bińczycką i wielu innych. Poziom wykładów był bardzo wysoki a zaangażowanie emocjonalne – no i fachowe – wykładowców znaczące.

Telewizyjne wykłady Edusatu cieszyły się znaczącym powodzeniem, były słuchane i oglądane nie tylko przez zarejestrowanych studentów, ale także przez szerokie grono osób niestudiujących. Wiem o tym, ponieważ wielokrotnie spotykałem się z reakcją, przygodnych osób wyrażających ocenę moich wykładów, podejmujących dyskusję, dzielących się refleksjami. Otrzymywałem także wiele listów.

W miarę narastania niżu demograficznego i narastania emigracji za granicę ilość studentów dość gwałtownie malała. Kurczyły się też i możliwości finansowe uczelni, a z tym – zmieniał się poziom uczelni. Zmniejszenie się (bardzo znaczne) ilości studentów wynikało także z faktu, że na prowincji (wiem to z analiz z Gorlic) osoby dorosłe zatrudnione bez kwalifikacji – na przykład w oświacie czy samorządach – uzupełniły wykształcenie. A liczba takich przecież była ograniczona. 450 dyplomów w niewielkich Gorlicach praktycznie wyczerpało pulę tego typu studentów. Może i bez znaczenia było ubożenie ludności na prowincji. Studia były jednak dość kosztowne mimo stypendiów (dojazdy do Warszawy, do sali telewizyjnej, potrzeba noclegów itp.). Analizując sytuację WSSE i kanału Edusat warto wspomnieć jeszcze o niechęci czy wprost wrogości wielu uczonych do inicjatywy W. Pomykały, który z racji swej przeszłości w PRL i dość zadziornego charakteru miał wielu wrogów w środowisku decydentów. To owocowało krzywdzącymi i nie uzasdnionymi negatywnymi opiniami, a także działaniami administracyjnymi (działanie ówczesnej Państwowej Komisji Akredytacyjnej).

Uczelnia zatrudniała coraz tańszych wykładowców, rezygnując z kosztowniejszych luminarzy polskiej nauki… Wpływało to w sposób oczywisty na opinię o uczelni. Znikł bardzo wysoko ceniony argument kontaktu ze znanymi profesorami.

Wszystko to razem – a być może i inne powody – spowodowały upadek uczelni.

Na postawie swego kilkudziesięcioletniego doświadczenia z pracy w telewizji i bliskiego kontaktu ze środowiskiem studentów w Gorlicach wyrażam głęboki żal z powodu takiego końca dziejów uczelni telewizyjnej. Jestem głęboko przekonany o wielkim społecznym znaczeniu tego typu działania. Wielkie powodzenie Uniwersytetów Trzeciego Wieku wskazuje na społeczne zapotrzebowanie na różne – w tym na pewno i telewizyjne formy szerzenia oświaty. Nie wszyscy mogą studiować regularnie w ośrodkach akademickich. Poziom wielu uczelni prywatnych pozostawia wiele do życzenia a w miarę kryzysu ekonomicznego i spadku liczby studentów, jeszcze się obniża. Wiele uczelni ulega atrofii, a wkrótce ulegnie likwidacji. Tak więc zdobywanie wykształcenia dla mieszkających na prowincji, ubogich, pracujących, niepełnosprawnych czy matek małych dzieci staje się praktycznie niedostępne.

Warto wspomnieć także o mniejszościach narodowych – Polakach na Litwie, Białorusi i Ukrainie, dla których uczelnia telewizyjna była nie tylko możliwością studiowania ale także płaszczyzną kontaktu z krajem.

Postuluję więc, by została zorganizowana Państwowa Uczelnia Telewizyjna – w oparciu o którąś z państwowych wyższych uczelni.

Uczelnia taka mogła by korzystać z kadry nauczającej – bardzo ważne, by wykłady powierzać najlepszym, powszechnie znanym naukowcom. Uczelnię stać na zapewnienie wysokiego poziomu dydaktyki. Kłopoty finansowe takiej uczelni byłyby w sposób oczywisty mniejsze niż WSSE. Przy tym można by uzyskać finansowanie państwowe i wsparcie Unii Europejskiej. Argumenty na rzecz takiego traktowania uczelni telewizyjnej są oczywiste i nie ma potrzeby ich tu wymieniać.

Organizacja takiej uczelni mogłaby być oparta na doświadczeniu Edusatu – ale także znacznie rozszerzona na przykład o inne kierunki studiów. Należałoby nakłonić Telewizję – poprzez nacisk na Krajową Radę do spraw radia i telewizji – do powrotu do pięknej tradycji PRL (tak, były wtedy także piękne inicjatywy). Może telewizja państwowa za nasze pieniądze, obok „sieczki intelektualnej” – seriali, telekonkursów itp. – podjęłaby społecznie oczekiwaną inicjatywę działania oświatowego na wysokim poziomie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s