Dlaczego grupy pracownicze nie interesują się emerytami? Zakłady pracy powinny interesować się starcami, którzy przed laty odeszli z pracy. Prezesi banków i spółek zarabiają dziesiątki tysięcy miesięcznie, a starców nie stać na leki.

Idą Święta Bożego Narodzenia. Jakoś, wydaje mi się, w tym roku wcześnie zaczęły się przygotowania. Już ustawiają choinki – jeżeli są „żywe”, to może nie dotrwają Świąt czy Nowego Roku. 

Święta to okres radości, dobroci, miłości – a nawet miłosierdzia.

I przypomniała mi się historia, którą opowiadał mi mój przyjaciel – wtedy szef dużej kliniki. 

Otóż, któregoś dnia, zjawił się w jego gabinecie starzec – brudny, cuchnący, obdarty menel. Nie bez trudu rozpoznał w nim swego poprzednika, który około dwadzieścia lat temu przeszedł na emeryturę. Starzec rozpłakał się i powiedział wprost, że jest głodny… 

Nakarmili go w stołówce kliniki, pielęgniarki co nieco doprowadziły go do porządku. Okazało się, że już od kilku lat jest sam. Miał tylko żonę, która zmarła kilka lat temu. Był sam „jak palec”. Miał bezczelnie niską emeryturę, która ledwo starczała na stałe opłaty. Był sam – zagubiony, bezradny niedołężny… 

Klinika zaoferowała mu obiady – pracownicy (a mało kto go już pamiętał z pracy) otoczyli jaką-taką opieką. Ale mój przyjaciel bardzo przeżył to wydarzenie. 

Idą Święta. Może warto, by grupy pracownicze zainteresowały się swoimi emerytami? 

Niektórym powodzi się nieźle, niektórym wprost dobrze. Ale na przykład fakt posiadania rodziny nie musi świadczyć o zabezpieczeniu, opiece. Mógłbym przytoczyć przykład powszechnie znanej osoby, która mimo wielkiej popularności i dużej rodziny zmarła w nędzy. Pewnie takich jest wiele. 

Może warto, by stało się regułą, nawykiem, że zakłady pracy interesują się swymi starcami, którzy przed laty odeszli z pracy. Żyje się coraz dłużej, pomoc i troska rodziny (jak się ją ma…) staje się często iluzją. Regułą niestety staje się oskubywanie staruszków – póki jest z czego. 

Może potrzebna jest pomoc, troska? 

Przed laty grono moich kolegów delegowało mnie, bym sprawdził jak żyje staruszka, nasza dawna profesor. Odwiedziłem ją (bywałem u Niej dość często) i wprost zapytałem – jak sobie radzi materialnie. Uspokoiłem się, bo powiedziała, że dobrze, że Jej starcza emerytury, że tego typu trosk nie ma. „Ale – powiada – jak już się interesujecie mną i moją codziennością, to mam jeden kłopot: lubię surówki, a dłonie mam niesprawne i nie mogę trzeć na tarce warzyw…”. Tej troski nie mogliśmy zażegnać (dyżury do tarcia jarzyn?). Ale okazało się, czego nie wiedziała, że blisko Jej miejsca zamieszkania jest sklep z surówkami! 

Opiekuńczość naszego Państwa jest dość iluzoryczna. Starców nie stać często na leki. Równocześnie prezesi banków i spółek zarabiają dziesiątki tysięcy miesięcznie. Rozwarstwienie pogłębia się. Pewnie coś się stanie, jakoś problem musi być rozwiązany. Kiedy? Jak? 

Mówi się, że Polacy to naród katolicki. No, w niedzielę przed południem można by nawet tak sądzić.

Może więc obok walki z in vitro czy edukacją seksualną wierni przypomną sobie o miłosierdziu? Które bardziej niż obyczajowość jest fundamentem ich wiary. 

Sam Owsiak raz w roku to trochę mało…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s